archiwum...

 




Zapraszamy, już teraz, tą wielką ogarnięci radoscią...



 

Przeprowadzki, zaręczyny, mowe projekty i tym podobne cuda, wianki...

Witamy na nowej, mamy nadzieje że dojrzalszej a także bardziej przejżystej stronie Tatry Action Team. Minęło trochę czasu od naszych ostatnich wpisów na stronie ale przyrzekamy że nikt z nas nie marnował ani chwili. Ostatnie półrocze było bardzo zajętym czasem dla nas wszystkich, zarówno w kwestiach Tatry Action Team jak i w życiu prywatnym każdego z nas. Za nami przeprowadzki, zaręczyny i zaślubiny ludzi nam bliskich, praca nad nowym wizerunkiem strony oraz projektami nowych koszulek dla ekipy i przyjaciół oraz wiele projektów związanych z tak zwanym marketingiem ( tu zaznaczamy że nie ma to nic wspólnego z marketingiem w celach zarobkowych, chcemy poprostu docierać do jeszczej większej ilości ludzi którzy chcą poprostu być w górach). Było wesoło, ale czasem też bolało, bylo dużo muzyki i herbaty zzzz i bzzz, ale przede wszystkim były wspólne spotkania i kilka bardzo udanych wypraw: wiosenne rozeznanie w górach Sierra Nevada w Hiszpanii, letnia wyprawa w Tatry oraz jesienna wyprawa w najwyższy łańcuch górski Hiszpanii z których fotorelacje w przeciągu kilku dni udostępnimy w naszej galerii...
Odwołaliśmy niestety tegoroczny wyjazd zimowy. Większość z nas ciągle jeszcze studiuje, a układ ferii nie sprzyjał wspólnemu wyjazdowi, część ekipy w Bukowiny Tatrzańskiej przebywało w tym czasie w róznych zakątkach świata - od Krakowa aż po Chiny, a także i warunki atmosferyczne nie sprzyjały w tym roku białemu szalenstwu, więc zgodnie postanowilismy poczekać...do wiosny...

 

  



Stuknęła nam piątka...

Tegoroczne plany związane sa z naszą piątką. TAK! To już pięć lat od kiedy poraz pierwszy ruszylismy w góry pod szyldem Tatry Action Team. To już pięć lat od kiedy kilku studentów ruszylo razem w Tatry aby je odkrywać i miłością do nich zarażać coraz to nowych wędrowców. Przez to pięć lat wielu ludzi wsiadało z nami do pociągu relacji Gdynia - Zakopane. Wielu nowych ludzi dołączyło do nas na szlaku czy w schronisku, a także wielu nowych ludzi poznalismy w naszej ukochanej juz Bukowinie. Kilku z nich odeszło, kilku odeszło a potem wrociło - nikomu nie powiedzieliśmy ‘’nie’‘. Dla kazdego zawsze czekały otwarte ręce, cieple serca i oczywiście góry. Każda nasza wspólna wyprawa przyciągała nowych ludzi, na każdej z nich pojawiała się co najmniej jedna nowa osoba. Mamy wśród nas ludzi specjalizujących się w najróżnejszych dziedzinach: sa ratonicy medyczni i górskcy a także zawodowa kajakarka, specjaliska od marketingu a także specjalista od najtajniejszych taności, są spece od wysokościówki, wspaniały fotograf, genialna urzędniczka z Urzędu Gminy i paru studentów, nie zapomnijmy też o naszym kochanym kapelanie który odprawia dla nasz msze przy świetle świeczki czy żarówki transformatora. To tylko udowadnia fakt że każdy moze kochać góry...

 


 

Udało nam się zrealizować przez te lata kilka projektów: przygotować tą stronę internetową, wydac kilka rodzajów koszulek, naklejki z logiem i adresem strony dzięki którym każdy zainteresowany może nas szybko odwiedzić, byly plakaty promujące wyjazdy (ciągle dostępne na stronie), mielismy nawet baner który zabieralismy na szczyty który niestety, napewno przy uciesze niektórych, gdzieś się zapodział - ale juz niedługo. Stworzylismy swoje logo a także znak firmowy (to smieszne, bo nie jestesmy firmą). Pojawił się nowy, specjalistyczny sprzęt do wspinaczki i asekuracji a także trochę elektroniki. dlugo by wymieniać. Uzbierało sie nam doswiadczenie a także znajomości wsród ludzi gór. Wszystkiego tego nigdy nie osiągnelibysmy gdyby nie pomoc ludzi nam bliskich i z serca przychylnych temu co robimy. to dzięki pomocy naszych rodzin i przyjaciół, ratowników, przewodników i wszystkich ludzi gór którzy wskazywali nam drogę w przenośni i dosłownie jesteśmy tu i robimy co płynie z naszych serc. Nie sposób wymienić wszystkich tych którzy nam ogromnie pomogli, ale Oni sami wiedzą ile dla nas znaczą i głęboko w środku wiemy że to jest najwieksza dla nich nagroda, radość i podziękowanie...
 



 Ten rok to przede wszystkim jubileuszowa specjalna wyprawa w Tatry ( wrzesień), lenia wyprawa do regionu górskiego Alpuharras w Andaluzjii ( czerwiec/lipiec), planowany już od dwóch wyjazd w Himalaje - treking w dolnej częsci, z dojsciem do pierwszej bazy Mount Everest wraz z Polskim Klubem Alpejskim a także zimowe szkolenie narciarsko - snowbordowe polączone ze szkoleniem lawinowym w Tatrach. Oprócz tego napewno kilka spotkań całej ekipy oraz szczególnie przez nas oczekiwane zaślubiny naszych przyjaciół Marleny Krefty i Karola Formeli po których, jak zdecydowali sami państwo młodzi, udajemy sie wszyscy razem, gdzie by inaczej jak nie w Tatry...
Mamy taką cichą nadzieję że wszystkie nasze plany uda się urzeczywistnić oraz że, może i Ciebie drogi Czytelniku spotkamy na szlaku,
i to nie koniecznie na  górskim...
 

z tą wielką i niewyjaśnioną dotąd radością
i tradycyjnym już Taternickim pozdrowieniem
ludzie Tatry Action Team

 


TATRY ACTION TEAM W HISZPANII

Hiszpania to nie tylko plaże, kurorty, słońce i imprezy. To także kraj gór, i to gór nie byle jakich. To właśnie w Hiszpani odwiedzić można jedne z najpiękniejszych łańcuchów górski w Europie a nawet więcej, najpiękniejszych łańcuchów górskich na świecie.
24 maja rusza wyprawa w góry Sierra Nevada w Andaluzji. To 120 kilometrowe Pasmo gór Betyckich z najwyższym szczytem europejskiej części Hiszpani - górą Mulhacen (3478mnpm) stało się celem tegorocznej wiosennej wyprawy Tatry Action Team.
Sierra Nevada są to góry dzikie, bez schronisk, bez patroli górskich i bez jako takiej służby ratowniczej, więc podczas wędrówki zdani będziemy tylko i wyłącznie na siebie, mape i nasze uiejętności i przygotowanie. Szczegółowe sprawozdanie z wizyty w tych przepięknych górach umieścimy na stronie zaraz po zakończeniu wyprawy.


pasmo Sierra Nevada


I TAK JUŻ NA ZAWSZE...

30 kwietnia 2012 w Kościele p.w. Trójcy Świętej w Goręczynie nasi przyjaciele a zarazem współzałożyciele Tatry Action Team: Marzena Szwaba oraz Michał Dera przysięgali sobie wieczną miłość i wierność. Nasi nowożeńcy nie wyobrażali sobie tego najważniejszego dnia w swoim życiu bez udziału przyjaciół z Tatry Action Team dlatego też całkiem spora delegacja stawiła sie o wyznaczonej porze aby uczestniczyć w tym niezwykłym zdarzeniu.Z Wielkiej Brytanni przyleciał Jacek Pepliński którego w Boże Narodzenie Michał poprosił o to aby został świadkiem. Z Bukowiny Tatrzańskiej przybyli nasi serdeczni przyjaciele i tatrzański człon Tatry Action Team - Grześ i Marysia Chowaniec z córeczką Majka (najmłodszym członkiem t.a.t.) Przybyli też Karol Formela z Marleną Krefta którzy też zakochali się wraz z nami w Tatrach a na poprawinach oświadczyli że w przyszłym roku postanowili także złożyć sobie nawzajem tą najważniejsza w życiu przysięgę.
Uroszystości zaślubin nie można opisać słowami. Były to jedne z najpiękniejszych chwil które można przeżyć, pełne ciepła, dobra i wzruszeń.
Pozostaje tylko nowożeńcom życzyć wszystkiego najwspanialszego i czekać do kolejnego spotkania


Marzena i Michał Dera


Przy okazji uroczystości związanych z zaślubinami Michała i Marzeny mieliśmy możliwość spotkania się z prawie całą załogą Tatry Action Team i podzielenia sie pomysłami i planami na tegoroczną wyprawe górską w Tatry. W związku z tym podjęliśmy decyzje o kontynuacji idei Rajdu Tatrzańskiego i zaangażowaniu w niej nowych osób (a zainteresowanie można śmiało powiedzieć jest ogromne). Tegoroczna impreza odbędzie sie w pierwszej połowie sierpnia i jest to już termin ustalony. Co do dokładnej daty informować będziemy na bierząco. Po naprawde wspaniałych przeżyciach podczas Pierwszego Rajdu Tatrzańskiego wszyscy zgodnie stwierdziliśmy że chcemy więcej i trzeba to zrobić...
Dokładne informacje podamy na stronie więc prosimy o zaglądanie. Jeśli macie ochote do nas dołączyć to prosimy o kontakt z Jackiem lub Michałem.
Jeśli ktoś nie jest pewny co do tego typu imprezy to odsyłamy do poszczególnych działów na stronie gdize mozna zobaczyć fotorelacje a także sprawozdania z poprzednich imprez.

serdecznie zaprawszamy
załoga tatry action team


 

DOBRZE, BARDZO DOBRZE A NAWET PODWÓJNIE DOBRZE...

No i stało się, dobrze się stało...
Jak przewidywaliśmy i przepowiadaliśmy ( wcale nie cicho, tylko wszem i wobec) Michał Dera i Marzena Szwaba są zaręczeni i datę ślubu ustalili na 30 kwietnia 2012 roku. Misiek o rękę Marzeny poprosił w niedzielę 23 listopada 2011.


                                                          Marzena z Michałem oczywiście w Tatrach

Żeby tego jeszcze było mało to kolejna para z Tatry Action Team zaręczyła się parę dni wcześniej. Karol Formela poprosił o rękę Marlenę Krefta co było niespodzianką dla nas wszystkich - bardzo miłą niespodzianką.


                                                                              Marlena z Karolem na szlaku

Tak, jak to że Misiu i Marzena są już blisko podjęcia tej ważnej decyzji było dla nas w Tatry Action Team rzeczą bardzo spodziewaną już od jakiegoś czasu, tak decyzja Karola i Marleny wzbudziła kompletne zaskocze ale w oby dwóch przypadkach niesamowitą radość.

Chcielibyśmy wszyscy serdecznie Wam Kochani pogratulować i życzyć wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze...

załoga Tatry Action Team
wraz z przyjaciółmi


FOTKI, ZDJĘCIA, POLAROJDY I TYM PODOBNE CUDA, WIANKI...

W dziale ''Galerie'' zobaczyć można świeże jeszcze zdjęcia z tegorocznej pierwszej edycji Rajdu Tatrzańskiego. Za relację odpowiedzialoność ponosi Karol Formela któremu cała ekipa z serca dziękuje gdyż popełnienie czegoś tak pięknego to sztuka niesłychana. Znaleźć można  w naszej fotorelacji także zdjęcia innych autorów którym oczywiście też z serc naszych, serdecznie dziękujemy...
Zapraszamy!
ekipa Tatry Action Team


                                   Karol Formela na szlaku zawsze z aparatem....fot.: M.Dera



Między 7 a 14 sierpnia ekipa Tatry Action Team prowadziła działania górskie w rejonach Polskich i Słowackich Tatr Zachodnich oraz Słowackich Tatr Wysokich. Pierwszy Rajd Tatrzański, bo pod taką nazwą odbywała się impreza, przyniósł z sobą wiele niespodzianek, i były to same miłe niespodzianki - generalnie, starzy bywalcy naszych spotkań w górach zgodnie potwierdzili że takiego czegoś jeszcze nie było, że był to najlepszy z dotychczas organizowanych przez nas wyjazdów zarówno pod wzgledem zgrania załogi jak i punktualności a także planu rajdu etc...

Wyjazd zaczęliśmy wspólnym spotkaniem w Gdyni skąd wyjechaliśmy pociągiem do Zakopanego. Podróż minęła bardzo szybko, wieczorem wspólne śpiewanie i granie w przedziale, rozmowy do nocy, spanko w zaprzyjaźnionej już od lat kuszetce no i zanim się obejrzeliśmy był Biały Dunajec, Poronin i Zakopane. Po przetransportowaniu się do Bukowiny Tatrzańskiej i krótkim odpoczynku ruszyliśmy na szlak z którego praktycznie nie schodzilismy aż do końca. Przeszliśmy jak zawsze Rusinową Polanę i Wiktorówki gdzie Ojcowie Domonikanie poratowali nas wspaniałą herbatą (a było nam to potrzebe gdyż zastała nas w drodze straszna ulewa). Odwiedziliśmy Tatry Zachodnie gdzie wspólnie nie szczędząc potu ale także i w strumieniach śmiechu i dobrego humoru zdobyliśmy Grzesia, Polanę, Rakoń i Wołowiec wychodząc i schodząc do Doliny Chochołowskiej gdzie w Schronisku na Polanie Chochołowskiej nocowaliśmy przeżywając chwile w których każdy płakał ze śmiechu ( Uwaga! Jezus! / Rudy / W składzie mydła czy Mini Ratka - po szczegóły proszę o kontakt z Kubusiem i resztą ekipy). Tam też odbył sie wieczorny cichy koncert muzyki gór w niezwykłym klimacie schroniskowym wśród wspaniałych ludzi dookoła. Tutaj też chciałbym podziękować dziewczynom z recepcji za ‘’promocyjne’‘ ceny pobytu, wspaniały uśmiech i kombinowanie gdzie by nas tutaj upchać żeby było dobrze...

 

 
Zgodnie z planem przeszliśmy całą grań Czerwonych Wierchów plus odcinek między Kasprowym Wierchem a Kopa Kondracką która jest ich początkiem, tutaj też humory dopisywały, podobnie jak pogoda. Grupa poruszała się razem nie tworząc sytuacji kiedy ktoś znikał co jest bardzo ważne podczas wspólnych rajdów. Na Ciemniaku wspólna kolacja przygotowana na kamieniu przez naszego Kubę, który długo obnosił sie z sekretem którego nikomu nie chciał zdradzić, a puźniej juz zejscie do Doliny Kościeliskiej...
 

Pojechaliśmy także do Tatrzańskiej Łomnicy z której zaczęła sie nasza podróż na Łomnicę, którą tego dnia pokryła gęsta mgła.Udaliśmy się do Łomnickiego Stawu i do schroniska Skalna Chata, po około godzinnym pobycie na miejscu i podejsciu do stacji meteorologicznej zdecydowaliśmy sie nie wyjeżdżać dalej(na Łomnicę nie prowadzi żaden szlak) gdyż warunki na górze wskazyłały na widoczność zerową. Udaliśmy sie więc w stronę Starego Smokowca trawersując Łomnicki Grzebień oraz przechodząc przez Dolinę Małą Studzienną do Schroniska Zamoyskiego gdzie po krótkim odpoczynku pomaszerowaliśmy mijająć Dolinę Wielką Studzienną a po lewej stronie schronisko Bilikova Chata do Smokowieckiego Siodełka a następnie do Starego Smokowca ( tam już na samym końcu wędrówki czekając na autobus zastała nas ogromna ulewa przed którą na szczęscie schroniliśmy sie na starym dworcu autobusowym...i niech mi ktoś powie że anioły nad nami nie czuwają...)
 


Odwiedziliśmy także zaprzyjaźniony już Poprad gdzie nie brakowało śmiechu, dobrej zabawy i relaksu w tutejszym Aqua City. Znalazł sie też czas na włóczęgę po mieście i drobne zakupy tu i ówdzie tak w Popradzie jak i w Starym Smokowcu. Wspólne,niezapomniane gotowanie spagetti u pani Danusi czy tradycyjne już wspolne muzykowanie przy ognisku u Grzesia Chowańca i jego rodzinki o którym nie będę pisał bo to poprostu trzeba przeżyć samemu a ci którzy tam byli nie zapomną tego do końca życia, co najmniej...

Wspólny wyjazd minął bardzo szybko, zanim zdążylismy się obejrzeć już trzeba było się uscisnąć i ruszyć w kierunku Krakowa gdzie wsiedliśmy w pociąg, teskniąc...do następnego razu...

Trudno opisać słowami to co działo się na tej wspaniałej wyprawie, bo było to nie z tego świata co najmniej, ale miejmy nadzieje że teraz już będzie tylko lepiej i lepiej...

Teraz tylko pozostaje podziękować wszystkim za wspaniały tydzień i czekać na następny...
Wielkie dzięki dla załogi rajdowej: Karola ‘’Stefana’‘ Formeli, Marleny ‘’Stefy’‘ Krefta,Krzysia Kaszuby, Natalii Pozlewicz, Miśka Dery, Marzeny Szwaba i Kuby ‘’Owcy’‘ Chowańca za wspólne bycie na szlaku...

Dzięki dla Grzesia’‘Ganoby’‘Chowańca z Marysią, Majką, ciocią Elą, panem Tomkiem i Magdą za ogniska,spotkania, przyjaźń i poczucie że zawsze jest gdzie i do kogo wracać.
Pani Danusi z rodziną za gościnę, dobre słowo, wspaniały uśmiech i kuchnię.
Harremu, Karolinie i Maćkowi za to że poprostu zawsze z nami są...

do zobaczenia już w krótce
ze starego domu gdzieś w srarej dobrej Anglii
Jacenty ‘’Ciastek’‘ Peplinski

p.s.: obszerna fotorelacja z imprezy we wiadomo jakim dziale...


ekipa Pierwszego Rajdu Tatrzańskiego: Karol, Marlena,Natalia,Krzyś,Jacek,Kuba,Michał,Marzena

autorem wszystkich fotografi w relacji a także fotki w intro jest Karol Formela



MUZYKA GÓR, MUZYKA SERC, MUZYKA SZLAKU i SCHRONISKA...

Od dzisiaj, co najmniej do końca lata w ‘’muzyce w tle’‘ prezentować będziemy Wam kochani odwiedzający naszą stronę nutki z Krainy Łagodności czyli muzykę ludzi gór, muzykę która powstaje na szlaku, w górskim schronisku, w przedziale pociągu relacji Gdynia-Zakopane czy w każdym innym miejscu w którym znajdą się ci którzy mają muzykę i góry w sercu. Nie zabraknie Starego Dobrego Małżeństwa czy Wolnej Grupy Bukowiny, pojawi się Słodki Całus od Buby i Bez Jacka, spotkamy się z artystami projektu W górach jest wszystko co kocham czyli z Domem o Zielonych Progach, Peltonem, Zgórmysynami czy z zespołem Pod jednym Dachem, posłuchać można będzie Naszej Basi Kochanej, Brzmienia Ciszy, Na Bani, Bez zobowiązań oraz Enigmy...

Jeśli spodoba się Wam ta cząstka naszego bycia w górach którą właśnie stała się muzyka to dawajcie znać, podzielimy się nią, pokażemy gdzie można znaleźć więcej, gdzie kupić płytę, zobaczyć i posłuchać na żywo czy poprostu gdzie i kiedy będzie można z nami w którymś z górskich schronisk pośpiewać, pograć czy poprostu pobyć...
p.s. wykonawcę oraz tytuł utworu zobaczyć można u dołu strony...

Zapraszamy i życzymy miłego słuchania...

                        



ANIOŁOWYCH SPOTKAŃ CZASU KRES...NA CHWILKĘ...

 


Zakończylismy z powodzeniem kolejna juz
edycję imprezy o nazwie Tatry Winter Challenge
odbywajacej się już tradycyjnie w naszej ukochanej
już Bukowinie Tatrzańskiej.
Fotorelacja z imprezy w galerii...
Zapraszamy

Tatry Action Team
wraz z przyjaciółmi...
 



MOIM BRACIOM I SIOSTROM Z BUKOWINY TATRZAŃSKIEJ I KOSTKOWA,
 I TYM CO NAJBLIŻEJ NA KAZDYM SZLAKU...

tak żeby choć z dwa serca
by kwiaty dzieląc na ganku
za herbatą z widokiem na góry
z czasem nie tęsknić

by ku górze wysokiej będąc
o lesie z jeziorem błękitu
chwilami lotnymi nie myśleć

by z bratem
w cieple schroniska duszę radując
o siostrze w ciszy wspominać nie musieć

by czując tą radość
w kręgu bliskich sobie
na spotkanie z innymi tak mocno nie czekać

 

by odjeżdżać nie musieć
od jednych ze łzą bólu by ku drugim
pociągiem radości sie potoczyć

by tęskota zawsze myślą jasną była
że jest tam też ktoś
kto też czeka... 

                                                                                  Jacek ''Ciastek'' Pepliński
                                                                                  całym sobą z Wami w górach
                                                                                  21 października 2010

 


 
''WESELE BYŁO HEJŻE! HEJ!
OD SYRACUZE DO CHITTAWAY...''
W TYM PRZYPADKU OD SROMOWCA DO BUKOWINY TATRZAŃSKIEJ...



Niedawno w Bukowinie Tatrzańskiej towarzyszyliśmy naszym przyjaciołom, Marysi i Grzesiowi podczas szczególnych dla nas wszystkich chwil. Mianowicie ta wspaniała para zawarła tego dnia związek małżeński. Całość niby zmana każdemu z nas, ale jednak niezwykła. Dlaczego niezwykła? Otóż dlatego, że było to wesele góralskie, a tam to nie tylko ślub i zabawa. Wszystkiemu towarzyszy niezwykła oprawa i atmosfera, czegoś takiego nie da się doświadczyć w żadnym innym miejscu na świecie! Ceremonia zaczyna się rano, w domu Pana Młodego, następnie w towarzystwie druhn i dróżb Pan Młody jedzie po swoją wybrankę. Grześ trochę kilometrów do pokonania miał, tak więc towarzysze podróży postanowili umilić sobie czas w oczywisty każdemu sposób..... rozmową. W domu Pani Młodej nastąpiły kolejne tradycyjne obrzędy, więc już wszyscy mogli wrócić z powrotem do Bukowiny. Młodzi wraz z kamerzystą jechali starym, bardzo stylowym Garbusem, widok ten był niezwykle klimatyczny, wręcz piękny. Gdy wszyscy już dotarli pod stary, śliczny kościołek w Bukowinie Tatrzańskiej ceremonia rozpoczęła się na dobre. Muzykanci zaczęli grać, a goście zajmowali miejsce w ławkach. Po podpisaniu 'cyrografu' rozpoczęła się msza, która przebiegała normalnym tokiem. W końcu młodzi powiedzieli sobie sakramentalne tak, uroczystości kościelne dobiegły końca i wszyscy mogli zgromadziś się przed kościołem. To był czas dla tych, którzy chcieli szybciej złożyć życzenia, a także dla fotografia. Zdjęć nie było końca, a to Młodzi z dróżbami, a to z rodzicami, to znowu ktoś znajomy, jednak i to się w końcu skończyło, a wszyscy wyruszyli w stronę remizy osp, bo to właśnie tam odbywało się przyjęcie weselne. Po drodze Marysia i Grześ napotkali na przeszkodę w postaci kajaku. Musieli pokazać wszystkim, jak postanowili razem przepłynać przez życie i wiosłowali wspolnie w powietrzu. Pomysł genialny, wziął się zapewne z faktu, iż Marysia kajakarstwem zajmowała się poważniej niż rekreacyjnie. Po wspólnym wiosłowaniu kelnerzy i rodzice powitali Młodą Parę chlebem, solą oraz wódką. Później to już przyszedł czas tylko na zabawę. Zaczeło się od szampana przez uroczysty i bardzo smaczny obiad. Nastała także długo oczekiwana chwila, pierwszy taniec. Po chwili dołączyli goście chcący się wyhasać i tak impreza się rozkręciła. Szybko zawiązały się nowe znajomości oraz grupki gości. Otwarte zostały pierwsze butelki i każdy już znalazł coś dla siebie. W między czasie 'przyszedł tort', a także było mnośtwo tańców. Jedno co mogło zaskoczyć to fakt, iż Młodzi wraz z dróżbami pojechali na sesje zdjęciową podczas wesela. Na szczęście szybko wrócili i już wkrótce były cepowiny (Otrzepiny). Co również może zaskakiwać, dopiero teraz wyręcza się prezenty oraz składa życzenia świeżo upieczonym małżonkom. W tym przypadku przedstawicielką rodziny była Marysia, Grześ gdzieś zniknła, do dziś nikt nie wie gdzie. Po rozmowie z Marysią, starosta weselny wręczał kieliszek wódki oraz kiełbasę bądź oscypka na zagrychę. Oprócz cepowin i zwyczajnych zajęć weselnych muzykancji zorganizowali kilka ciekawych konkursów oraz obrzędów w stylu zdejmowanie podwiązki, rzut welonem i krawatem itd. Ciekawostką był konkurs z chochlą, zwycięzcy musieli wypić chochlę wódki, a że chochla była duża, bo około 0.5 litra, jesteśmy pełni podziwu, Pan i Pani wypili chochlę na raz! Cała zabawa trwała do około 4 godziny. Goście wyszli baaardzo zadowoleni. Na drugi dzień wszyscy spotkali sie jeszcze raz o godzinie piątej na poprawinach. Tu znowu zaczęło się od uroczystego i bardzo smacznego obiadu. Następnie na parkiet zawitały pierwsze pary, lecz wolne miejsce szybko wypełniło się kolejnymi gośćmi. Co rusz taniec był zastępowany smacznym deserem, albo kieliszkiem wódki. Również i tego dnia orkiestra była przygotowana i postanowili zorganizować kilka ciekawych konkurencji. Jako, iż na poprawinach było mniej gości, a wiekszość obecnych była zmęczona dniem poprzednim. Całość skończyła się i tak dosyć późno bo około drugiej w nocy. Zabawa była naprawdę przednia, wielkie brawa dla wszystkich którzy przyczynili się do organizacji, ogromne ukłony przede wszystkim w stronę Marysi, Grzesia ale także wszystkich przygotowujących , ekipy kateringowej oraz orkiestry. Myślę, iż wypada także podziękować wszystkim, którzy pomogli w ogarnianiu tego co zostało po weselu, walka z porządkiem trwała cały poniedziałek, jednak udało się podołać zadaniu.

Zakończę relację najserdeczniejszymi życzeniami dla Pańswa Młodych. Kochani, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, w szczególności miłośći (nie czuje jak rymuje), bo miłość to nalepsze lekarstwo na wszelkie niepowodzenia i zachwiania, oprócz tego spokojnego wspólnego życia, no i zdrowego malucha, a jak będziecie się miłować, to wszystko będzie prostsze, bo razem zawsze jest raźniej ale i łatwiej niż w pojedynkę! Wszystkiego najlepszego raz jeszcze!

P.S. Chciałem tu z tego miejsca wysłać jedno szczególne pozdrowienie i podziękowanie, za przepyszne moskole, niezywkłą atmosferę jaką wytwarza wokół siebie oraz niebywałe poczucie humoru, nie dla nikogo innego jak Józka "Żoży" Kuchty!

Kilka zdjęć ze ślubu i wesela Marysi i Grzesia jeszcze w tym tygodniu w wiadomo jakim dziale...


z Taternickim pozdrowieniem
Kuba Chowaniec
wraz z weselnikami z Tatry Action Team


 


 
       
ZAKOŃCZYLIŚMY TEGOROCZNĄ EDYCJĘ TATRY SUMMER ACTION...

Dość późno w tym roku,bo z końcem lipca wybraliśmy się wszyscy w Tatry, aby odwiedzić starych przyjaciół, wejść na wydeptany już szlak i znowu doznać zachytu jaki za każdym razem nas przeszywa gdy spoglądamy na góry...
Po raz pierwszy nie dopisała pogoda - chodź miało to też swoje dobre strony, ale co tam dużo opowiadać, przejdę do rzeczy...
Po przyjeżdzie i chwili odpocznienia po bądź co bądź niezbyt męczącej podróży wybraliśmy się starym zwyczajem na Rusinową Polanę na której oczywiście nie zabrakło świerzego, ciepłego jeszcze oscypka i chwili zadumy kiedy zwróciliśmy się w strone Tatr Wysokich. Po zejściu na Wiktorówki, dzięki uprzejmości ojców Dominikanów Jasiek sprawował e w Jaworzyńskim Sanktuarium Mszę Świętą. Po mszy ruszyliśmy w dół do Zazadniej aby potem przez Małe Ciche przejść do Stasikówki i wrócić do naszej kochanej Bukowiny Tatrzańskiej. Wieczorem udaliśmy sie na umówione już spotkenia z resztą ekipy Tatry Action Team z Bukowiny Tatrzańskiej - z Grześkiem i Harrym ( zwanym rzadziej Dominikiem). Kilka uścisków, pare dobrych słów, uśmiechów i już czas było ruszać na wymarzony przez wszystkich odpiczynek aby następnego dnia skoro świt spakować plecaki i ruszyć na dwudniową wędrówkę po Tatrach Zachodnich...
Wybraliśmy się wczesnym rankiem by jeszcze przed południem dojść do schroniska na Hali Ornak, tam sie zameldować, przepakować i ruszyć w dalszą wędrówkę...
Dotarliśmy na czas, przez całą drogę padał deszcz, ale zdecydowaliśmy zameldować się i ruszyc dalej w górę aby przez Iwanicką przełęcz ruszyć na grań Ornaku i dalej w jej głąb.
Poczekaliśmy aż deszcz zelżeje, bo na całkowity zanik opadów nie było szans, i ruszyliśmy.
Najpierw prze halę aby potem zagłębić sie w las i raz po raz z niego wynurzać...
Zaczynało padać coraz mocniej,po półtora godzinnym marszu woda lała sie w twarz, ze szlaku zrobił się potok, woda przelewała sie górą i dalej do butów, szło się coraz ciężej choć kurtki nie przemokły to spodnie przyklejały się do nóg, a tu jeszcze przed nami zupełnie odkryty Ornak i około pięcio godzinna wędrówka...
Zostałem z tyłu aby sie dobrze zastanowić...
Po chwili namysłu podałem informacje przez krótkofalówke do reszty ekipy: zatrzymajcie się, zaraz do was dojdę, musimy podjąć decyzję...
Po chwili narady jednogłośnie stwierdziliśmy, będąc już na Iwanickiej Przełęczy że nie warto przać się w górę, gdyż widoczność była praktycznie zerowa, padało coraz mocniej a już i tak byliśmy przemoczeni. Postanowiliśmy nie narażać siebie ani ewentualnie chłopaków z TOPR-u w razie jekiegos wypadku. Z Ornaku zlewała się mokra maź. Ani to przyjemnie się nie idzie w takich warunkach bo każdy tylko marzy żeby jak najszybciej prześć szlak, ani nic sie nie zobaczy bo wszystko było spowite chmurami...
Zawróciliśmy, każdy z myślą że przecież jeszcze tu wrócimy...
Po około godzinnej wędrówce wróciliśmy do schroniska, przemoczeni do suchej nitki, ale zadowoleni - po pierwsze że spróbowaliśmy, a po drugie że podjęliśmy dobrą decyzję gdyż po powrocie do schroniska naprawde lunęło i chmury tak zasnuły niebo że nad Tateami zapanował półmrok.
Wróciliśmy do pokoju, chwila odpoczynku, zrzucenie z siebie mokrych ciuchów i sprzętu i zaczęło się...
Z futerałów wyfruneły gitara i skrzypce, po drodze zachaczyliśmy jakiś śpiewnik, usadowiliśmy się wygodnie i zaczeliśmy grać i śpiewać - taka rozgrzewka przed wieczornym koncertem na stołówce schroniska...rozgrzewka trwała chyba z dwie godziny. w między czasie dołączył do nas przesiąkniety dobrocią i taką niespotykaną mądrością pan który nie ujawnił swego imienia - nazwaliśmy go Borowik - gdyż Michał wyciągnął od niego że niegdyć ów mędrzec pracował dla BOR-u...tak nam zleciało popołudnie - śpiewy, rozmowy, kanapki z pasztetem, bajania pana Borowika - którego nawiasem mówiąc każdy chyba mógł słuchać do końca świata i o jeden dzień dłużej...
Przyszedł wieczór, przenieśliśmy się na zatłoczoną stołówkę schroniska, usadowiliśmy się i popłyneły dzwięki...posłuchac można było SDMu, Wolnej Grupy Bukowina, tekstów Andrzeja Starca czy Agnieszki Osieckiej, wspaniałe wrażenie wywarło na nas zaśpiewane przez cały chór stołówkowy “Jest juz za późno, nie jest za późno’‘ czy ‘’Ale to już było’‘.
Wiele emocji wzbudziły tez ‘’Ballada Wagonowa’‘ czy ‘’Ciebie brak’‘. Nie zabrakło też poezji Adama Ziemianina no i oczywiście Edwarda Stachury. Usłyszeć też można było Słodki Całus od Buby, Dom o Zielonych progach czy Dżem i kilka znanych też szlagierów ‘’ogniskowych’‘...nie zabrakło także naszego bluesa - tym razem o plackach ziemniaczanych...
Atmosfera na stołówce dopisywała do samego końca. W całym pomieszczeniu unosił się zapach herbaty i gorącej czekolady, w sali panował półmrok, a za oknem lało - czegóż więcej nam było trzeba...
I tak do samej 21.30 kiedy to trzeba było opuścić salę by za pół godziny wrócić na Mszę Świętą, i to jaką...załoga TAT, ekipa ze schroniska, kilku turystów dookoła stołówkowej ławy przy świetle świecy, dwóch lamp agregatowych i jednej latarki. Wszyscy śpiewaliśmy cicho, wszyscy modliliśmy się cicho, wszyscy przeżywaliśmy tą niepowtarzalną atmosferę cicho...
Nie bylismy odłączeni od ofiary, sprawowaliśmy ja razem jak apostołowie, razem przy jednym stole cicho śpiewając: Nie bój się, wypłyń na głębię...
Atmosfery tego wieczoru nie da się opisać, tam poprostu trzeba bylo być...
Po mszy udaliśmy sie do pokoju, gdzie jeszcze długo trwały rozmowy z zaprzyjaźnionym już Borowikiem...
W końcu pogasły światła, i wsłuchując się w deszcz bębniący o gont schroniska wszyscy posneli...
Ranek nie przyniósł poprawy pogody a TOPRowskie meteo wyraźnie wskazywało na jej pogorszenie. Spakowaliśmy więc plecaki, ociężale i z lekkim żalem zeszliśmy na śniadanie by po nim, pożegnać się z Borowikiem i zaprzyjaźnioną już od lat ekipą ze schroniska i wybrać się w drogę powrotną.
Ratownicy mieli rację - pogoda była gorsza - zanim zeszliśmy do Kir ,wszyscy przemokliśmy do suchej nitki. Zapakowaliśmy się do busa i wio do Bukowiny a tam drobne zakupy i już trzeba było wyrauszać na wieczorne uroczystości, a uroczystości nie byle jakie ponieważ dwoje ludzi Tatry Action Team - Misiek i Harry obchodzili urodziny i zaplanowane zostały z tej okazji posiady w pewnym miejscu które wszyscy znaja...Zjechała się załoga TAT - przyjechał Ognik z Krakowa, znależli się Grzesiek z Marysią wraz z ich małym cudem który jeszcze chowa się w Marysiowym brzuszku, oczywiście przybył Harry no i cała ekipa letniej wyprawy...co tu dużo mówić - było wesoło - bardzo wesoło...
Następny dzień przywitał słońcem więc ruszyliśmy na szlak. Przez Dolinę Małej Łaki która nawiasem mówiąc zamieniła sie w rwący potok, na Przełęcz pod Kopą Kondracka i Dalej na Czerwone Wierchy skąd schodziliśmy do Hali Kondratowej i dalej do Kuźnic...
Tego dnia pogoda dopisała, po wyjściu na grań Czerwonych Wierchów rozciągneły sie przed nami majestatyczne widoki na Tatry a z drugiej strony na całe Podhale. Każdy sycił oczy i duszę ile tylko mógł..
Piątek przyniósł znowu deszcz wiec wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy na Słowacje. Przez Tatrzańską Łomnicę i Stary Smokowiec aż do Popradu gdzie spędziliśmy trzy godziny w tamtejszym Aqua City które dostarczyło nam niezapomnianych wrażeń. I znowu wieczorny powrót i znowu spotkanie w gronie przyjaciół i bliskich. Tym razem przy ognisku. Jak to na górskich ogniskach, był śpiew, była muzyka, kiełbacha i kawał chleba. Była też niezapomniana atmosfera i dużo śmiechu. Były górskie wspomnienia i niezabrakło też tych narciarskich wspomnień i tak do późnej nocy.
Sobota nie powitała nas słońcem wiec asekuracyjnie ruszyliśmy z Brzezin na Halę Gąsienicowa skąd po krótkim odpoczynku w Schronisku Murowaniec ruszyliśmy w stronę Upłazu z przejścia którego zrezygnowaliśmy z powodu burzy która pojawiła sie nagle nad nami. Skierowaliśmy sie szybko do Doliny Jaworzynki a z tamtąd do Zakopanego i do Bukowiny unikając ogromnej ulewy która spustoszyła jak sie okazało później okoliczne wioski. Wieczorem spotkaliśmy się razem na kolacji aby potem wrócić do domu i przygotować sie do niedzielnego wyjazdu...
W niedzielę rano spakowaliśmy ostatnie rzeczy, pożegnaliśmy sie z gazdami i z łzą w oku ruszyliśmy, jedni do domu, drudzy do pracy, inni jeszcze na spotkanie z innymi górami..
Nie żegnaliśmy się na dobre. Nikt nie mówił do widzenia.
Padało tylko: do zobaczenia niedługo...
Więc do zobaczenia
na szlaku...

z Górskiej Krainy Dobra i Spokoju
Jacek Peplinski


BESKIDZKI EPIZOD...

Przez długi czas rozmyślałem o Beskidach, o choć krótkiej wizycie, o odwiedzeniu starych “gratów” bo przecież w Beskidach się wszystko zaczęło...

Stało się! Przed rozpoczęciem Tatry Summer Action 2010 okazało sie że zespół pieśni i tańca w którym grałem na klarnecie wyjeżdża na najwiekszy na świecie festiwal folklorystyczny, na Tydzień Kultury Beskidzkiej, i mało tego, tegoroczny festiwal miał odbywać sie tuż po zakończeniu T.S.A.2010 więc prosto z Tatr mogłem wybrać się w jakże to inne góry, pojechać znowu w Beskid...

Stało się tez tak. Szef zespołu wyraził zgodę na moje uczestnictwo w koncertach a ja potrójnie się ucieszyłem - raz że zobacze starych przyjaciół, dwa - że bedzie można zobaczyć zespoły i kulturę z całego prawie świata a trzy - że spędzę pare dni w Beskidach. I tak się stało. Po blisko cztero godzinnej podróży autobusem relacji Zakopane - Bielsko Biała (mijając za oknem całe podhale i najpiekniejsze okolice Beskidów) oraz po godzinnej podróży taksówką ( bo nic innego nie było) mijając po swojej prawej stronie Skoczów i ukochaną Czantorię gdzie wszystko się zaczynało wylądowałem w Wiśle, tam zagraliśmy niepowtarzalny koncert i udaliśmy sie do Makowa Podhalańskiego gdzie też była nasza baza a z niej wspaniałe wdioki na góry. Udało się odwiedzić właśnie Wisłę, Żywiec i Oświęcim, zagościliśmy też w Szczyrku, nawiasem mówiąc nie do poznania o tej porze roku ze względu na prawie całkowity brak turystów (zimą miejsce pęka w szwach wypchane narciażami) skad pomimo napiętego planu koncertów udało nam się wybrać w góry i odwiedzić Skrzyczne i schronisko PTTK znajdujące sie na samej górze a ze szczytu karmić duszę widokami na cały Beskid Ślaski i nie tylko. Spotkaliśmy sie też z jednym z ratowników Beskidzkiej Grupy GOPR z którym jak się okazało mamy wspólnych znajomych - jaki ten nasz świat jest mały...

Krótka to była wizyta w ale jakże piękna, i sentymentalna i pełna wspomnień... Warto czasem wrócić w miejsca gdzie wszystko się kiedyś zaczynało, wrócić do początku...

z zielonego domu pośrodku drzew

z radosną tęsnotą, dobry chyba człowiek

Jac Pepliński
w galerii kilka dosłownie ujęć z Beskidzkiego epizodu...sercem
Zapraszam...wyżej, a może i niżej podpisany - autor


All rights reserved. The authors retain all copyrights in any text, graphic images and photos and text in this website. No part of this publication may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording, or any information storage and retrieval system, without permission in writing from the authors. All copyrights by Tatry Action Team 2013